W sobotę dzieci zamarzyły, żeby wybrać się do parku linowego, usytuowanego na tej samej ulicy co nasz kemping. Był to ich pierwszy raz, więc skierowane zostały na trasę najłatwiejszą, która wcale taka łatwa nie była.
Dużo emocji towarzyszyło naszym córkom i nam, gdy musiały się mierzyć z naprawdę trudnymi przeszkodami. Jednak po skończeniu trasy, obie miały chęć na jeszcze.
W sobotę jeden jedyny raz przyrządzaliśmy obiad na kempingu - gotowaliśmy ziemniaki i grillowaliśmy przy namiocie. W Rowach tak dużo jest fajnych miejsc z wyborem zup i drugich dań, że żal nam było tracić czas na samodzielne pichcenie. Szczególnie upodobaliśmy sobie bar "U Jadzi".
Nad morzem po południu piękna mgła na linii horyzontu. Było co podziwiać. Znów zimna woda, znów trochę wiatru, ale leżeć i czytać książki można było do woli.
niedziela, 23 sierpnia 2015
21-08-2015 Dzień piąty: Czołpino - latarnia i plaża
W piątek zapragnęliśmy odwiedzić "stare kąty" poza Rowami. Takim miejscem dla nas jest latarnia w Czołpinie, gdzie byliśmy dziesięć lat temu. Zaparkowaliśmy samochód w lesie przy latarni i odpaliliśmy aplikację na smartfony Słowiński Park Narodowy. Szkoda, że jakoś wcześniej na to nie wpadliśmy, bo było tam sporo ciekawych informacji.
Droga do latarni pod górę była już pewnym wyzwaniem dla niektórych z nas. Udało się wdrapać na górę i na samą latarnię. Widoki wspaniałe :)
Potem skierowaliśmy się w stronę plaży w dół przez niski las sosnowy.
I dalej w lewo kierunku Czołpina i plaży w Czołpinie.
Nie dało się w tym roku odwiedzić Wydmy Czołpińskiej. Musielibyśmy iść plażą pod wiatr i mogłoby zabraknąć sił i czasu.
Wróciliśmy przez jednostkę wojskową. I tu kolejna zmiana, zamiast jednego orła bielika w wolierze (dużej klatce), są tam teraz dwa osobniki. Jeden ten sam, co przed dziesięcioma laty i druga samiczka - nowa.
Potem skierowaliśmy się w stronę plaży w dół przez niski las sosnowy.
I dalej w lewo kierunku Czołpina i plaży w Czołpinie.
Nie dało się w tym roku odwiedzić Wydmy Czołpińskiej. Musielibyśmy iść plażą pod wiatr i mogłoby zabraknąć sił i czasu.
Wróciliśmy przez jednostkę wojskową. I tu kolejna zmiana, zamiast jednego orła bielika w wolierze (dużej klatce), są tam teraz dwa osobniki. Jeden ten sam, co przed dziesięcioma laty i druga samiczka - nowa.
20-08-2015 Dzień czwarty: 7 godzin na plaży:)
Towarzystwo znajomych sprawia, że czas płynie szybciej. To dotyczy zarówno dzieci jak i dorosłych. Ani się spostrzegliśmy, a dzień nam upłynął na plaży. Przyszliśmy o 11, wychodziliśmy głodni na obiad o 18 :)
Niestety nie można się było kąpać z powodu niskiej temperatury wody (11 stopni Celsjusza). Dzieci bawiły się na brzegu albo w piachu przy wydmach.
Niestety nie można się było kąpać z powodu niskiej temperatury wody (11 stopni Celsjusza). Dzieci bawiły się na brzegu albo w piachu przy wydmach.
19-08-1015 Dzień trzeci: Słowiński Park Narodowy - na rowerach
Rowy mają tę przyjemną cechę, że sąsiadują ze Słowińskim Parkiem Narodowym i łatwo się wybrać w tamte rejony. W tym roku, z większymi dziećmi, mogliśmy wreszcie pojechać tam na rowerach. Wypożyczyliśmy rowerki na kempingu. Zaopatrzeni w Karty Dużej Rodziny (ważny element ekwipunku - wstęp bezpłatny do parku) oraz w kostiumy kąpielowe, wyruszyliśmy trasą w kierunku jeziora Gardno.
Po drodze podziwialiśmy jezioro z tarasu widokowego. Niestety nasza najmłodsza córka narzekała na niewygodny rower, więc na drugim zjeździe skierowaliśmy się w kierunku plaży.
Na plaży mocno wiało i była bardzo zimna woda, więc spędziliśmy tam tylko godzinkę. Jednak plaża, pusta i dzika, z pięknym białym piaskiem, robiła wrażenie. Oczywiście nie było nawet mowy, żeby dalej kontynuować objazd jeziora.
W drodze powrotnej spotkaliśmy znajomych, którzy też odpoczywali w tym samy czasie w Rowach i umówiliśmy się na wspólne plażowanie następnego dnia:)
Po drodze podziwialiśmy jezioro z tarasu widokowego. Niestety nasza najmłodsza córka narzekała na niewygodny rower, więc na drugim zjeździe skierowaliśmy się w kierunku plaży.
Na plaży mocno wiało i była bardzo zimna woda, więc spędziliśmy tam tylko godzinkę. Jednak plaża, pusta i dzika, z pięknym białym piaskiem, robiła wrażenie. Oczywiście nie było nawet mowy, żeby dalej kontynuować objazd jeziora.
W drodze powrotnej spotkaliśmy znajomych, którzy też odpoczywali w tym samy czasie w Rowach i umówiliśmy się na wspólne plażowanie następnego dnia:)
18-08-2015 Dzień drugi: Wielkie plażowanie
Nie należymy do osób, które leżą plackiem na słońcu, więc dobry namiocik plażowy dający cień jest ważnym elementem ekwipunku. Dla dzieci najważniejsza była możliwość kąpieli. Ja po prostu wpatrywałam się w horyzont i słuchałam szumu fal. Na zmianę z mężem pogrążaliśmy się w słodkim śnie.
Potem obiad w pobliskim barze i spacer po miejscowości.
Potem obiad w pobliskim barze i spacer po miejscowości.
17-08-2015 Dzień pierwszy: Wyruszamy nad morze
Nasze tegoroczne wakacje były dość urozmaicone. Dwa razy wyjeżdżaliśmy rodzinnie w góry (ale nie pod namiot) i dziewczynki spędzały czas na swoich obozach. To czego nam bardzo brakowało w tym roku to morza. Jodu, wody morskiej, plażowania i pływania. Nie planowaliśmy wcześniej tego wyjazdu, bo męska część rodziny była przeciwna. Jednak mogę powiedzieć, że zdarzył się cud i pod wpływem kolegi męża nastąpiła zmiana stanowiska. I postanowiliśmy spędzić tydzień nad polskim morzem pod namiotem.
Nasz wybór padł na otwarte morze czyli nie Zatoka Gdańska, bo tam podobno pod wpływem upałów rozpanoszyły się sinice. Postanowiliśmy poszukać miejsca w Rowach albo Poddąbiu.
Do Rowów dojechaliśmy najpierw. Byliśmy tam już wcześniej - w 2005 i 2006 roku - z bardzo małymi dziećmi. Niestety nic z tych pobytów dzieci nie pamiętają ;( Znaleźliśmy kemping w lesie sosnowym (OW Energetyk) i nie mieliśmy wątpliwości, żeby tam zostać. Mogliśmy przy okazji odwiedzić "stare kąty", porównać co się zmieniło przez 9-10 ostatnich lat.
Zmian dużo, jednak przede wszystkim dojazd. Szybka podróż autostradą Warszawa - Łódź - Warlubie. Obyło się bez korków - podróżowaliśmy nietypowo w poniedziałek, wyjechaliśmy o 7 rano. Potem już lokalnymi drogami przez malownicze Kaszuby. Druga część trasy zajęła więcej czasu. O 14 mogliśmy już rozpocząć kempingowe życie, wybrać się na plażę i pooglądać miejsca znane nami z poprzednich pobytów w Rowach.
Zmiany jakie zauważyliśmy: nasz poprzedni ośrodek blisko morza, przedtem Metalowiec, teraz Słoneczko - gdzieś zniknęły kaszubskie elewacje biało-czarne; plaże w części Rowów pozamykane i remontowane - mają je otworzyć w przyszłym roku; dużo więcej ludzi, sklepów, lodziarni itp. niż w sezonie czerwcowym, kiedy zwykle jeździliśmy nad morze; sporo ładnych kawiarni i kulturalnych miejsc do miłego spędzenia czasu. Ogólnie Rowy wyładniały moim zdaniem:)
Nasz wybór padł na otwarte morze czyli nie Zatoka Gdańska, bo tam podobno pod wpływem upałów rozpanoszyły się sinice. Postanowiliśmy poszukać miejsca w Rowach albo Poddąbiu.
Do Rowów dojechaliśmy najpierw. Byliśmy tam już wcześniej - w 2005 i 2006 roku - z bardzo małymi dziećmi. Niestety nic z tych pobytów dzieci nie pamiętają ;( Znaleźliśmy kemping w lesie sosnowym (OW Energetyk) i nie mieliśmy wątpliwości, żeby tam zostać. Mogliśmy przy okazji odwiedzić "stare kąty", porównać co się zmieniło przez 9-10 ostatnich lat.
Zmian dużo, jednak przede wszystkim dojazd. Szybka podróż autostradą Warszawa - Łódź - Warlubie. Obyło się bez korków - podróżowaliśmy nietypowo w poniedziałek, wyjechaliśmy o 7 rano. Potem już lokalnymi drogami przez malownicze Kaszuby. Druga część trasy zajęła więcej czasu. O 14 mogliśmy już rozpocząć kempingowe życie, wybrać się na plażę i pooglądać miejsca znane nami z poprzednich pobytów w Rowach.
Zmiany jakie zauważyliśmy: nasz poprzedni ośrodek blisko morza, przedtem Metalowiec, teraz Słoneczko - gdzieś zniknęły kaszubskie elewacje biało-czarne; plaże w części Rowów pozamykane i remontowane - mają je otworzyć w przyszłym roku; dużo więcej ludzi, sklepów, lodziarni itp. niż w sezonie czerwcowym, kiedy zwykle jeździliśmy nad morze; sporo ładnych kawiarni i kulturalnych miejsc do miłego spędzenia czasu. Ogólnie Rowy wyładniały moim zdaniem:)
piątek, 21 sierpnia 2015
Jesteśmy nad morzem
Od poniedziałku znów mieszkamy pod namiotem. Dziś po raz pierwszy zajrzałam do poczty, więc mam sporo zaległości. Jesteśmy nad morzem w Rowach. Mieszkamy na kempingu blisko plaży OW Energetyk. Przyjeżdżając na miejsce, nie wiedzieliśmy, gdzie zostaniemy. Ten kemping był pierwszy, który obejrzeliśmy i od razu się nam spodobał. Położony w pasie nadmorskim w lesie sosnowym. Czysto w łazienkach, niedrogo i sympatycznie :)
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)









