niedziela, 24 sierpnia 2014

Dzień trzeci - zamki prawie jak nad Loarą:)

2014-08-20 Dziś kolejny, dobry dzień, spędzony w nieoczekiwany sposób. Pierwotnie planowaliśmy krótki pobyt w Niedzicy i objechanie kilku ciekawych miejsc na Spiszu, bo pogoda miała być mocno deszczowa. Ale jak to z prognozami bywa, deszczu nie było, a nawet w środku dnia pokazało się słońce.
Zatrzymaliśmy się w Niedzicy, w pobliżu zamku. Przedtem czytaliśmy legendę o skarbie Inków, którego ślady prowadzą do tego miejsca. Dziewczynki szukały skarbu w zamku, ale nigdzie nie było śladu na ten temat. Zamek okazał się ciekawy sam w sobie, z pięknym widokiem na zaporę w Czorsztynie. Minus jaki zauważam, to stosunkowo dużo ludzi. Wyglądało na to, że nie tylko my wpadliśmy na ten pomysł przeczekania deszczu. Tymczasem się wypogadzało, więc po zwiedzaniu zamku i oddalonej od zamku wozowni, ruszyliśmy w stronę przystani nad zalewem. Nie zastanawialiśmy się długo i już wchodziliśmy na statek, który płynął do zamku po drugiej stronie jeziora – w Czorsztynie.
Na statku okazało się, że dowodził nim kapitan żeglugi wielkiej mieszkający na Ursynowie, który w czasie wakacji tutaj pracował na zastępstwo (na statku Dunajec). Zamek w Czorsztynie mile nas zaskoczył. Najpierw podejście, całkiem strome i dość śliskie. Pan łucznik w stroju z epoki organizował strzelanie z łuku do tarczy przed zamkową bramą. Dziewczyny w powrotnej drodze skorzystały z tej atrakcji, a Kasia miała nawet sukcesy strzelnicze, które z pewnością zapadną jej na długo w pamięć. Zamek w Czorsztynie miał piękną panoramę z tarasu widokowego i udostępnianą do zwiedzania ciekawą basztę.
W powrotnej drodze przy przystani posililiśmy się nieco podziwiając zamek z inne strony. Potem znów na statek i na parking. Nie poszliśmy jednak prosto do samochodu, choć dzieci miały na to chęć, ale przeszliśmy kawałek w stronę zapory. I to było to. Malowniczy widok na dwa zamki po obu stronach jeziora zrekompensował wszystkie trudy przedzierania się przez zatłoczone stragany z pamiątkami. Potem jeszcze granita i wylądowaliśmy w sali kinowej pod zaporą, gdzie obejrzeliśmy film z 1997 roku pokazujący historię budowy zapory, z komentarzami księdza Tischnera w stroju flisaków. Film dość długi (45 minut), ale obejrzeliśmy z zainteresowaniem, dzieci też. Najbardziej poruszający był epilog na temat powodzi w 1997 roku.
Potem powrót na kemping i ponieważ ciągle nie padało, to jeszcze zaliczyliśmy sympatycznego grilla kolacyjnego, czyli pieczone grzanki z serem i ziołami, pieczoną paprykę, grillowane banany i pieczone jabłko. Oczywiście jak zawsze, o tym nie napisałam wcześniej, moja osobista poranna przyjemność - msza święta w kościele w Sromowcach Niżnych, kilometr od naszego kempingu. Dla mnie piękne rozpoczęcie dnia.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz