niedziela, 24 sierpnia 2014

Dzień piąty - Sokolica

2014-08-22 Nasza najmłodsza córka po zdobyciu Wielkiej Kaśki na Trzech Koronach bardzo chciała powtórzyć swój wyczyn i znów wybrać się na górską wyprawę. Piątek zapowiadał się ładny, więc zaplanowaliśmy wycieczkę na Sokolicę - popularny wśród turystów szczyt w okolicach Szczawnicy. Pojechaliśmy samochodem do Szczawnicy i stamtąd przeszliśmy kawałek wzdłuż Dunajca niebieskim szlakiem aż do przeprawy łodzią przez rzekę. Amatorów wycieczki na Sokolicę było sporo, więc na flisaka przewożącego turystów czekała całkiem długa kolejka. Udało się za drugim podejściem przeprawić się przez Dunajec, a potem w górę, od razu dość ostro pod górę. Nasza Karola oczywiście miała kryzys na początku, ale nauczeni doświadczeniem, nie zrażaliśmy się tym i wolno, krok za krokiem szliśmy w stronę szczytu.
Pod szczytem znów trzeba było kupić bilet (na Trzech Koronach też), co jest samo w sobie ciekawe, tak jak byśmy kupowali bilet do kina, żeby podziwiać piękne widoki. Ale cóż, chyba lepiej kupować bilet wstępu na samej górze niż na początku szlaku, tak jak to jest zorganizowane w Tatrach. Takie jest przynajmniej moje zdanie.
Z Sokolicy zdecydowaliśmy się pójść szlakiem zielonym w stronę Krościenka. Córki zgodnie orzekły, że mają ochotę na obiad i czas wracać, więc wejście na Czertezik zostawiliśmy sobie na inną okazję. Ciekawe czy taka jeszcze będzie... Długa droga w dół do Krościenka nie była miła, bo stromo i strasznie ślisko. Ciężko było nie leżeć. Jakoś się udało dotrzeć do miasteczka i potem busikiem do Szczawnicy na obiad, a konkretnie na zupę pomidorową, której nie było w barze w Krościenku.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz